Dlaczego jestem ewangelikiem?
Taki tytuł ma jeden z artykułów w najnowszym numerze Zwiastuna Ewangelickiego. Historia zawarta w artykule opisuje drogę jego autora do kościoła ewangelickiego. Zainspirowała mnie ona, by przemyśleć moją drogę oraz powody, dla których wybrałam Kościół Ewangelicko-Augsburski na moje miejsce duchowego posilenia i wzrostu. Tę drogę opisywałam już 20 lat temu na pierwszym blogu. Jednak później wydarzyło się coś, że z tej drogi zeszłam na kilka lat a rok temu wróciłam.
Co sprawiło, że po kilkunastu latach bycia LuterAnką zainteresowałam się zupełnie innym odłamem chrześcijaństwa?
Co sprawiło, że po kilku kolejnych latach wróciłam do KEA?
Odeszłam, bo szukałam wrażeń i możliwości większego zaangażowania się w kościele. Znalazłam to. A potem okazało się, że to, za czym poszłam, to były tylko błyskotki. Relacje, które nawiązałam okazały się powierzchowne i warunkowe a ważne stało się dbanie o wizerunek wspólnoty. Przemoc psychiczna, manipulacje, wpędzane w poczucie winy, kontrola… Odeszłam. Ale kochałam kościół i nie wyobrażałam sobie życia bez społeczności z wierzącymi. Szukałam więc podobnych miejsc z nadzieją, że znajdę duchowy dom. Niestety odrzucenie i ostracyzm szły za mną. Nie umiałam pojąć, jak ludzie mieniący się naśladowcami Chrystusa z taką łatwością wydają wyroki nie znając nawet całej mojej historii i trudności, z którymi się mierzyłam. Rozczarowałam się kościołem… A jednocześnie wciąż kochałam prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa.
W zeszłym roku na Tygodniu Ewangelizacyjnym w Dzięgielowie uświadomiłam sobie, że luteranie nigdy nic złego mi nie zrobili. Ani, kiedy byłam w kościele, ani kiedy z niego odeszłam. Zawsze okazywali mi życzliwość i nie próbowali kontrolować mojego życia ani wyliczać moich grzechów. Nie stawiali się ponad mną. Nie wmawiali mi, że mają większe światło i wejrzenie duchowe do mojego życia. Świadectwo życia znanych mi luteran, ich pokora i uprzejmość mnie poruszyły. W tym kościele zobaczyłam prawdziwe owoce Ducha Świętego w życiu wierzących. I z sentymentem zatęskniłam do KEA.
Ale czy ja się tam odnajdę znowu? Po latach funkcjonowania w bardziej „charyzmatycznej” wspólnocie, czy będę umiała wrócić do „sztywnej” liturgii i wiekowych pieśni? A co z kwestiami doktrynalnymi? Jak mam wierzyć? I jak praktykować swoją wiarę?
Sięgnęłam po Księgi Wyznaniowe Kościoła Luterańskiego i przez pół roku czytałam i rozważałam. Bardzo mi to pomogło w zrozumieniu sedna Ewangelii i odkryłam, że ewangelickie rozumienie biblijnych treści najbardziej mnie przekonuje. Coraz bardziej czułam, że w głębi siebie jestem luteranką i ta tożsamość jest dla mnie ważna. Zatęskniłam za ewangelickimi nabożeństwami. I wreszcie na Święto Żniw w zeszłym roku odważyłam się przyjść do kościoła. Piszę „odważyłam się”, bo po przykrych doświadczeniach z poprzednich miejsc, obawiałam się, czy jeszcze jestem gdzieś mile widziana.
Minął prawie rok a ja regularnie uczęszczam na nabożeństwa, na nowo odkrywam ich piękno i zachwycam się ich sensem i tym, jak bardzo naszpikowane są Bożym Słowem, wręcz oparte na nim. Ewangelicka społeczność przyjęła mnie ciepło i wreszcie cieszę się, że jestem w Kościele.